„To nie mógł być piorun, pozostał tylko czynnik ludzki” – mówi Tomáš Salov, rzecznik Parku Narodowego Czeska Szwajcaria. W nocy spłonęło kilka domów we wsi Mezná. Wiatr się niestety nasila i zagrożona jest cała miejscowość!
Od niedzieli trwa walka z żywiołem w Czeskiej Szwajcarii. Teren jest bardzo trudny, co sprawia, że akcja ratunkowa jest bardzo ciężka. W akcji bierze udział około pół tysiąca strażaków z prawie stu jednostek.
W gaszeniu ma pomóc polski śmigłowiec oraz jednostka z Włoch. Duże wsparcie ma przyjść ze Słowacji. Z powodu dymu w całych środkowych Czechach stwierdzono w powietrzu zwiększenie ilości amoniaku, dwutlenku siarki i tlenków azotu. Służby zalecają postępowanie jak w przypadku smogu, czyli unikanie otwartych przestrzeni i nie wietrzenie domów.
Policja wszczęła też postępowanie w sprawie pożaru. Rozważane jest postawienie zarzutów sprowadzenia zagrożenia publicznego przez zaniedbanie. Jednak jak mówi tamtejsza rzeczniczka policji:
Przyjrzymy się okolicznościom pożaru i zbadamy sprawę. Ponieważ interwencja strażaków wciąż trwa, nie mamy w tej chwili do dodania więcej informacji. Zdaniem rzecznika Parku może chodzić o podpalenie.
Wczoraj w nocy pożar dotarł do wsi Mezná, gdzie spaleniu uległo kilka domów. „Najgorszym scenariuszem może być spalenie całej wsi Mezná” – mówi w rozmowie zastępca burmistrza Hřenska Robert Mareš.