Do tej pory sesja rady gminy, czy miasta uważana była i chyba jest dalej, za święto samorządu. Święto, którego gospodarzami i głównymi aktorami są radni, którzy podczas sesji „dzielą i rządzą”, chociaż ten raz - najcześciej - w miesiącu. Jak się okazuje w Bogatyni ma być inaczej - od teraz tamtejsi radni mogą narazić się na „ostrzał” ze strony Burmistrza. Drżyjcie przedstawiciele ludu…
Ale po kolei. Nasz samorząd został popsuty i wie to każdy, kto choć raz miał okazję brać udział w pracy lub być częścią polskiego samorządu. Reforma, która lekką ręką wszystkie uprawnienia dotychczasowych zarządów przekazała wójtom, czy burmistrzom, prezydentom miast, doprowadziła do tego, że układ sił w samorządach jest bardzo, ale to bardzo nierówny. Oczywiście faworyzuje władzę wykonawczą.
Najwidoczniej ktoś poszedł na łatwiznę, bo przecież zarządy tworzyli i radni, i wójtowie czy burmistrzowie, więc przekazanie niemal wszystkich kompetencji dla władzy wykonawczej nie było zbyt dobrym posunięciem.
Efekt jest taki, że tak naprawdę w obecnym systemie to radny nie ma za wiele do powiedzenia. Niemal cała władza jest w rękach wójta, czy burmistrza. Na początku wydawało się, że takim batem w ręku radnych jest sprawa ustanawiania wynagrodzenia wójtów, burmistrzów. Niestety, kilkanaście takich sytuacji zaskarżonych do sądu sprawiło, że i tutaj radni nie mają za wiele do powiedzenia. Nie mogą doprowadzić na przykład do dużego obniżenia płacy dla wójta, czy burmistrza, który nie chce z nimi współpracować, lub ich zdaniem jest słabym gospodarzem.
Oczywiście radni mogą nie podejmować uchwał przedstawionych im przez włodarza danego samorządu. Jednak prowadzi to do paraliżu, przez który co najwyżej będzie cierpieć ogół mieszkańców.
Tym samym jedynym wyjściem jest poszukiwanie wzajemnego porozumienia i tak też się dzieje, ale w każdym z tych przypadków zdecydowana siła argumentów leży po stronie wspomnianej władzy wykonawczej.
Dlatego sesję rad, są tym jednym dniu najczęściej w miesiącu, kiedy to radni mogą stanąć na pierwszym planie. Przedstawić problemy, wnioski, poszukać inicjatywy uchwałodawczej, czy wypytać burmistrza, czy wójta o różne sprawy, które trapią ich, czy też ich wyborców.
Nie wiemy, co się stało w Bogatyni, ale wszystko wskazuje na to, że Burmistrz Wojciech Dobrołowicz miał już dosyć dywagacji ze strony radnego Dominika Zawady i postanowił się odgryźć. Jak możemy zobaczyć na nagraniu z sesji (od 57:30) po wstępie, w którym Burmistrz wspomniał o posiedzeniu komisji, podczas którego musiało się sporo działać. Od teraz Burmistrz na zakończeniu sesji będzie też kierował pytania do radnych…
Oczywiście pierwsze skierował do wspomnianego radnego Zawady. Burmistrz zapytał go, czy to prawda, że wypełniając mandat radnego, zwracał się do innego funkcjonariusza publicznego z prośbą o „pomoc” w załatwieniu zatrudniania dla bliskiej mu osoby w spółce Skarbu Państwa? Burmistrz swoje zapytanie uzasadniał, że taki nepotyzm, bulwersuje opinię publiczną, a w ostatnim czasie informowano o szeregu tego typu sytuacji… Radny odpowiedział, że zapozna się z treścią pisma i ustosunkuje się do tego zapytania. Na tym niby się skończyło, ale co dalej?
Jeżeli tak mają wyglądać kolejne sesje, to zapowiada się istny pokaz przeróżnych wrzutek. Jak nic tylko kupić popcorn i zasiąść przed monitorem komputera, bo zapewne sprawa będzie eskalować i teraz radny przygotuje coś dla burmistrza… A co dalej?
Co jak na podobne pomysły wpadną inni włodarze? Drżyjcie radni, bo i podczas sesji nie będziecie bezpieczni. Lepiej też nie drażnijcie lwa, znaczy wójta czy burmistrza, bo wam się jeszcze publicznie odgryzie tak, że pójdzie w pięty… A przy następnych wyborach dwa razy pomyślcie, czy chcecie startować?… Tylko czy tak naprawdę mają wyglądać nasze samorządy?