Według danych FAO na świecie co roku płonie ok. 261 mln ha terenów, z czego niemal połowę stanowią lasy. To powierzchnia trudna do ogarnięcia wyobraźnią. Choć globalnie całkowita powierzchnia spalonych lasów maleje, ekstremalne megapożary stają się coraz częstsze i coraz mniej przewidywalne.
Pożary przyszłości już tu są. Zasady gry się zmieniły. A nasze strategie?
Rok 2025 tylko to potwierdził. Pożary lasów pustoszące kraje Unii Europejskiej strawiły do tej pory rekordową powierzchnię ponad 1 mln ha (sic!). Tyle lasów zniknęło w Europie w zaledwie kilka miesięcy.
To obszar większy niż całe województwo opolskie – wyobrażalny jako potężny kwadrat o bokach długości 100 km, w całości wypalony przez ogień. Aż 39 proc. spalonej powierzchni stanowiły obszary Natura 2000.
To najgorszy sezon od momentu rozpoczęcia wspólnotowej, cyfrowej ewidencji pożarów. Dane Europejskiego Systemu Informacji o Pożarach Lasów (EFFIS), zbierane od 2003 r., wskazują, że do 30 września spłonęło 1 025 324 ha, tym samym przebijając poprzedni rekord z 2017 r. (988 544 ha). Ponieważ dane te pochodzą sprzed trzech miesięcy, powierzchnię należy uznać za niedoszacowaną.
Sezon pożarowy ograniczony do kilku letnich miesięcy odszedł do lamusa – dziś trwa niemal cały rok. Dlatego licznik EFFIS do samego końca 2025 r. rejestrował kolejne spalone hektary.
Wraz z milionem spalonych hektarów do atmosfery trafiło 41,83 megaton CO₂, czyli ponaddwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Jeszcze bardziej niepokojące są jednak skutki społeczne, obecnie w UE liczba ofiar śmiertelnych pożarów lasów jest większa niż liczba ofiar terroryzmu.
Ognisty półwysep
Najbardziej przerażające jest to, że większość tej gargantuicznej powierzchni spłonęła w ciągu zaledwie 2 tygodni – między 5 a 19 sierpnia. W tym krótkim okresie, który zbiegł się z falą upałów, ogień strawił 585 tys. ha, a Półwysep Iberyjski zamienił się w jedno wielkie ognisko.
W ubiegłorocznym sezonie to Hiszpania i Portugalia zostały najbardziej dotknięte pożarami i łącznie odpowiadają za ok. dwie trzecie spalonego obszaru UE. Tylko do września 2025 r. Portugalia straciła 278 121 ha, a Hiszpania aż 391 582 ha, co czyni zeszły rok najgorszym sezonem pożarowym w XXI w. dla tego kraju.
Skala zeszłorocznych pożarów była bezprecedensowa także w innych częściach Europy. Na Cyprze ogień pochłonął obszar siedmiokrotnie większy niż średnia dla tej pory roku, a w Słowacji – dziesięciokrotnie większy. Dla porównania: w najcięższym polskim sezonie pożarowym, w 1992 r., spłonęło 43 755 ha, co stanowiło wówczas ok. 10 proc. powierzchni spalonej w całej Europie.
Ten i inne ciekawe artykuły znajdziesz w najnowszym numerzeGłosu Lasu
Megapożary
Największy pożar w 2025 r. wybuchł 13 sierpnia w centralnej Portugalii. Sucha burza zapoczątkowała ogień na zboczu wzgórza w pobliżu zabytkowej wioski Piódão. Już pierwszego dnia spłonęło ponad 5 tys. ha, a pożar trwał 11 dni, obejmując łącznie rekordowe 65 417 ha.
Tym samym przyćmił on wszystkie dotychczasowe pożary w nowożytnej historii Portugalii, w tym tragedię z Pedrógão Grande z 2017 r. (53 tys. ha). Straty były ogromne – po uwzględnieniu strat pośrednich takich jak masowe odwoływanie rezerwacji turystycznych ekonomiści z Uniwersytetu w Coimbrze oszacowali je na 2,3 mld euro.
Tego samego dnia w Hiszpanii wybuchł kolejny rekordowy pożar, który rozprzestrzenił się na 37 313 ha, stając się największym pożarem XXI w. w tym kraju. Dla porównania: największy powojenny pożar lasów w Polsce, w Kuźni Raciborskiej w 1992 r., objął 9 062 ha. Oznacza to, że hiszpański żywioł był niemal siedmiokrotnie większy.
Ogień zajął miejsce człowieka
Pożary w Hiszpanii i Portugalii, o których w ostatnich latach słyszymy coraz częściej, nie są – jak podkreślają tamtejsi leśnicy i strażacy – wyłącznie skutkiem zmian klimatu. To przede wszystkim konsekwencja porzucania tradycyjnych form użytkowania gruntów.
Problem zaczął narastać dekady temu wraz masową migracją ludności do miast i wyludnianiem się wsi. Wraz z odejściem rolników i pasterzy zniknęło codzienne gospodarowanie krajobrazem. Na Półwyspie Iberyjskim porzucono już 2,3 mln ha ziemi, a ilość biomasy w interiorze wzrosła o 160 proc. w ciągu pół wieku.
Zanikły dawne pastwiska, uprawy i sady, które w krajobrazowej mozaice pełniły funkcję naturalnych pasów przeciwpożarowych. Dziś płoną obszary, gdzie kiedyś nie miało co się palić, bo kozy i owce kosiły roślinność równo z ziemią.
W obecnych warunkach dzika przyroda bez aktywnego zarządzania nie jest idyllicznym powrotem do natury, lecz czekającym na iskrę rezerwuarem paliwa. Tam, gdzie człowiek wycofał się z krajobrazu, ogień zajął jego miejsce.
Pasterze ognia
Samo gaszenie pożarów nie rozwiązuje problemu u źródła. Jest jedynie reakcją systemu na konkretny alarm. Istnieje bowiem próg intensywności ognia, powyżej którego nawet zwielokrotnienie środków gaśniczych przestaje mieć znaczenie. Emitowana energia fizycznie uniemożliwia ludziom kontrolę nad żywiołem.
Strażacy mogą mieć do dyspozycji wszystkie zasoby świata, ale jeśli pożar przekroczy krytyczny próg intensywności (>10 000 kW/m), pozostają bezradni. Współczesne pożary przekraczają tę wartość wielokrotnie – rekord w Grecji w 2023 r. wyniósł 140 000 kW/m. Według wyliczeń naukowców intensywność ciepła emitowanego przez pożary w Portugalii była ok. 100 razy większa niż w przypadku bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę.
Dlatego gdy dziennikarze zapytali kiedyś katalońskich strażaków, czy potrzebują więcej samolotów, czy wozów gaśniczych, usłyszeli odpowiedź: „Sprzętu mamy dość. Przydałoby się więcej kóz na wsi”.
Na tej idei opiera się kataloński program „Ramats de Foc” (stada ogniowe). Projekt łączy strażaków, pasterzy i lokalne społeczności, wspierając powrót tradycyjnych form użytkowania gruntów. Kluczowe jest jednak nie samo finansowanie stad czy unijne dopłaty dla pasterzy, lecz stworzenie warunków, by wypas był opłacalny i trwały.
Dlatego program buduje popyt na produkty z terenów wysokiego ryzyka pożarowego: sery, mleko, mięso czy wełnę. Dzięki temu pastwiska wracają do krajobrazu, a mozaika pól, łąk i lasów znów działa jak rozproszony system pasów przeciwpożarowych.
Paradoksy ognia
Zapobieganie pożarom jest łatwiejsze i wielokrotnie tańsze niż walka z ogniem, gdy już wybuchnie. I tu pojawia się paradoks: im skuteczniej gaszone są małe pożary na porzuconych terenach, tym więcej niespalonego paliwa pozostaje w środowisku. To ono napędza później niekontrolowane megapożary.
Dlatego drugim, od wieków znanym narzędziem jest kontrolowane wypalanie. Umiejętnie użyty ogień, w odpowiednim okresie i miejscu, pozwala bezpiecznie usunąć nadmiar łatwopalnej roślinności. Jak mówi stare przysłowie: ogień jest złym panem, ale dobrym sługą.
Lepiej zapobiegać, niż gasić
Kamery kochają moment, gdy samolot efektownie zrzuca wodę na płonący las. Heroizm jest fotogeniczny, prewencja – nie. Trudno pokazać w krótkiej rolce wieloletnią, żmudną pracę nad zmniejszaniem obciążenia ogniowego.
Decydenci chętniej ustawiają się do zdjęć przy lśniących samolotach gaśniczych niż przy stadzie kóz. Nic dziwnego, że wciąż inwestuje się fortuny w działania spóźnione zamiast w ciche, mało spektakularne procesy, które realnie obniżają ryzyko pożarów. Bo nikt nie przypisze sobie zasługi za katastrofę, która się nie wydarzyła, choć to właśnie zapobieganie jest prawdziwym bohaterstwem.
Milion powodów do zmian
Rekordowy sezon 2025 stał się dla Europy bolesnym punktem zwrotnym. Skala zniszczeń pokazała, że model oparty głównie na gaszeniu pożarów przestaje wystarczać. Nie da się wygrać z pożarami XXI w. strategiami z XX w.
Bez równoległych działań prewencyjnych inwestowanie wyłącznie w sprzęt gaśniczy jest kosztowną iluzją bezpieczeństwa. To jak zwiększanie dawki nieskutecznego leku albo składanie ludziom połamanych nóg bez naprawy dziurawych schodów.
Europa nie mam już luksusu czekania. Każdy rok zwłoki to więcej paliwa w lasach i większe straty. Dlatego w ostatnich miesiącach pojawiło się kilka kluczowych dokumentów wyznaczających nowy kierunek zmian polityki przeciwpożarowej: raport EASAC – Rady Naukowej Akademii Europejskich, analizy inicjatywy Firelogue, Karta Pożarowa Kananaskis podpisana przez G7 oraz deklaracja przyjęta na COP30.
Wszystkie one mówią jednym głosem: aktywne zarządzanie krajobrazem jest jedyną realną alternatywą dla powtarzających się katastrof.
Pożary idą na północ
Choć południe Europy pozostaje dziś najbardziej zagrożone, naukowcy ostrzegają przed nowymi ogniskami ryzyka. Alpy, Europa Środkowa i regiony borealne znajdą się pod coraz większą presją suszy, ciepłych zim i nagromadzenia paliwa. Według prognoz zagrożenie pożarowe w Europie może się podwoić do końca stulecia.
Brzmi znajomo? To podejście jest bliskie praktykom znanym w Lasach Państwowych w Polsce. Od lat stawiamy na prewencję, zarządzanie paliwem i kształtowanie zdrowych i odpornych drzewostanów. Jedno z kluczowych zdań w Instrukcji Ochrony Przeciwpożarowej Lasu z 2019 r. przypomina: „Wszelkie odstępstwa od procedur lub droga na skróty w dłuższej perspektywie czasu mogą doprowadzić do deregulacji zbudowanego, efektywnego systemu ochrony przeciwpożarowej w Lasach Państwowych, czego potwierdzeniem jest fakt, że od pamiętnego 1992 r. skutecznie zapobiegaliśmy wystąpieniu pożarów wielkoobszarowych”. Na bezpieczeństwie nie można oszczędzać. To najtańsza polisa ubezpieczeniowa wobec lasu.
Gram prewencji jest lepszy niż kilogram interwencji.
Zapoznaj się z systemem ochrony pożarowej w Lasach Państwowych na poniższej infografice:
Autor: Jan Kaczmarowski, Wydział Ochrony Lasu DGLP, członek EGFF – grupy ekspertów Komisji Europejskiej ds. pożarów lasów
Źródło: Głos Lasu 01/2026