Zbliża się koniec udręki wojennej i upadek III Rzeszy. Maj 1945 roku okazuje się tym szczęśliwym dla milionów ludzi w całej Europie miesiącem. 20 kwietnia Hitler popełnia samobójstwo, 2 maja pada Berlin. 5 maja partia [NSDAP] w Görlitz ogłasza, że „bolszewickie hordy” koncentrują się pod miastem i nakazuje je opuszczać. Niemcy mają uciekać do Amerykanów. Komendant wojenny Görlitz informuje, że może utrzymać miasto co najwyżej przez 48 godzin.
W notatkach księdza Scholza z 5 maja czytamy:
Trzecia Rzesza rzeczywiście pada, chociaż tutejszy szef NSDAP Malitz powiedział podczas uroczystości żałobnych ku czci Hitlera: „Führer, podobnie jak Nazareńczyk, złożył swe życie w ofierze za swój naród. Dzięki temu ideologia narodowego socjalizmu stała się religią!”. Ale nikt nie traktuje już tych słów poważnie; wiadomo, że Rosjanie przedarli się na południe od Görlitz do Zittau i że Görlitz nie będzie bronione. […] To, co się stanie z Görlitz, czeka nas już za chwilę. Jesteśmy zgodni, że bez względu na okoliczności będziemy wierni naszemu miastu i nie będziemy uciekać przed Rosjanami [ten i inne cytaty pochodzą z dziennika Franza Scholza Görlitzer Tagebuch].
Wreszcie nadchodzi ten dzień, kiedy Görlitz zostaje zdobyte. Pod datą 6 maja ksiądz Scholz notuje:
Wokół nas dziwna pustka. Volkssturm rozwiązany. Każdy może uciekać, dokąd chce. No tak, ale dokąd? Znika kierownictwo dotąd wszechwładnej NSDAP, sklepy wyprzedają towar i są zamykane, do kiedy?… W nocy Wehrmacht bezszelestnie wycofał się z miasta. Koszary są puste. Patrole wojskowe znikają z ulic, które szybko się wyludniają. Görlitz staje się bezpańskie. Nie ma żadnej władzy. Późnym południem nad miastem zapada śmiertelna cisza. Wojna szaleje nad miastem na zachód od Nysy, a my chowamy się do piwnicy, która została przysposobiona jako schron przeciwlotniczy. Bez przerwy słyszymy głośne detonacje. Zastanawiamy się, jakie obiekty zostały trafione. […]
Około szóstej rano dostrzegamy nadchodzące od strony Mostu Staromiejskiego pierwsze rosyjskie patrole. Żołnierze idą ulicą Praską, wzdłuż Nysy. Zbliżają się powoli w dużych odstępach, z bagnetami na sztorc, nikt nie stawia im oporu. Uciekamy do domu i z okna sieni obserwujemy ich ruchy. […]
Późnym popołudniem, żołnierze dostali wolne dla zdobywania łupów. Co się teraz dzieje, to okrutny odwet za wszystko, co Hitler uczynił narodom na wschodzie rękami SS. Teraz my za to płacimy. Straszne jest teraz życie w Görlitz. Na ulicach są niezliczone tłumy czerwonoarmistów, szukających kobiet i łupów. Wchodzą do domów i mieszkań przez okna, wyważają drzwi. Szukają kobiet i cennych przedmiotów, zwłaszcza zegarków. Przez całą noc słychać odgłosy rozbijanych drzwi i krzyki błagających o pomoc gwałconych kobiet.
Bezładne plądrowanie domów i mieszkań szybko zamienia się w zorganizowany proceder. Pod drzwi zajeżdżają samochody ciężarowe i wszystko, co tylko można zabrać, zostaje załadowane. Szczególnym zainteresowaniem zwycięzców cieszą się zegary i zegarki, maszyny do szycia, odbiorniki radiowe, środki żywności, bielizna i odzież, przede wszystkim męska. Uczestniczący w tej grabieży byli jeńcy ze stalagu i robotnicy przymusowi chcą wreszcie założyć jakieś porządniejsze ubranie. Trwa polowanie na kobiety. Kilkunastoletnie dziewczynki, stare kobiety, nawet siostry zakonne nie zostają oszczędzone. Kto próbuje ich bronić, ryzykuje życie.
10 maja przez miasto przechodzą niemieccy żołnierze:
Na ulicy pojawiają się oddziały wystraszonych żołnierzy niemieckich – rannych, wyczerpanych, osłabionych. Rosjanie nie zaszczycają ich ani jednym spojrzeniem, nawet ich nie aresztują. Nasi żołnierze proszą o wodę i pytają o rosyjską komendanturę, by zgodnie z prawem pójść do niewoli i nie być narażonym na samowolę ulicy. Z trudem wloką się naprzód. […] Jeszcze nie przeczuwają tego, o czym my już wiemy od rosyjskiego kaprala, że ich droga do domu będzie prowadzić przez Syberię.
Wieczorem tego dnia coraz częściej słychać pogłoskę, że Görlitz ma zostać podzielone między Polskę i Czechy.
W niedzielę 13 maja 1945 Franz Scholz pisze:
Plądrowanie mieszkań trwa bezustannie. Około dziesiątej młodzi Mongołowie rozbijają drzwi do zakrystii. Przeszukują wszystko, odkładając na bok jako łup kolorowe i świecące rzeczy. Na stercie zdobyczy leżą nasze najlepsze ornaty itp. Protestując po polsku, odbieram im wszystko oprócz słodkiego wina mszalnego. Potem chcą jeszcze „obejrzeć” kościół. […]
Mieszkanie proboszcza jest kilkakrotnie plądrowane.
Zaczynają się poważne kłopoty z zaopatrzeniem. Rosjanie zarekwirowali bydło i popędzili je na wschód, to, co wzeszło na polach, zostało ścięte jako pasza dla koni, reszta została stratowana, kartofli nikt nie posadził. Klęska głodu zaczyna być coraz bardziej realna.
15 maja 1945 ksiądz kreśli taki obrazek ilustrujący zmienne koleje losu:
Po południu wraca z ucieczki pierwsza lokatorka naszej kamienicy (Götzenstraße 7). W „protektoracie”((Protektorat Czech i Moraw] zabrano jej wszystko i miała nadzieję, że coś znajdzie we własnym domu. W bezradnym zdumieniu stoi na pierwszym piętrze przed cuchnącymi resztkami i jakimiś szmatami pozostałymi z jej dotychczas tak zadbanego mieszkania. Do tej pory zwolenniczka Hitlera „wierząca w Boga”, żyła z wojny. Jej mąż, feldfebel, przysyłał jej bez przerwy paczki. Powodziło się im świetnie. A teraz stoi bezradna i płacze.
16 maja 1945:
Z drugiej strony, z miasta, dochodzą wieści, że znów zostaną uruchomione szkoły. Po południu przychodzi polski podchorąży z obozu jenieckiego,(Stalag VIII A), w którym byli polscy jeńcy, pozostają wprawdzie na wolności, ale na razie pod władzą Rosjan. Opowiada, iż wie z pewnego źródła, że prawa strona Nysy ma należeć do Polski. W Liegnitz (Legnicy) powstało już ponoć polskie województwo. Czy jest w tym dla nas jakaś nadzieja? Tak sądzimy….
Jeszcze w maju pogłoski, że Görlitz-Ost może być przyłączone do Polski, zaczynają się potwierdzać. 24 maja wieczorem wielkie poruszenie w okolicy. Niemcy muszą natychmiast opuścić duży narożny dom u zbiegu Schenkendorffstraße i Trotzendorfstraße ( róg Boh.Getta i Langiewicza). Zatrzymał się przed nim konwój polskich samochodów. Na pytanie księdza jeden z żołnierzy wyjaśnia, że w tym domu będzie starostwo.
Dwa dni później, wieczorem przed starostwem zatrzymuje księdza młody polski podporucznik [Witold Janiszewski, bezpośrednio po wojnie pełniący funkcję starosty], przedstawiając się jako starosta. Grzecznie pyta, gdzie jutro, w niedzielę, mógłby wziąć udział we mszy świętej.
Na ulicach widać coraz większe grupy wymizerowanych postaci [Niemcy] zmierzających do swej ojczyzny w kierunku na wschód. Proszą księdza o zupę, o chleb. Pierwsi przybywający ze wschodu Polacy mówią, że Görlitz to pierwsze niezniszczone miasto; dalej na wschód prawie wszystko leży w gruzach. W ciągu dnia przybywają pierwsi polscy żołnierze. Pytają po polsku o nabożeństwo majowe.
Chcący wrócić do domu na wschód uchodźcy są zatrzymywani na ulicy Schenkendorffstraße przez polskie oddziały. Aby wjechać na Śląsk, potrzebują przepustek. Jednak ich wystawianie – po dwie marki od sztuki – idzie bardzo powoli. Na dworze i w słońcu, i w deszczu stoją tłumy gęstniejące w miarę upływu czasu... A tu wyprzęgane są wszystkie konie, a z wozów zabierana jest większa część tego prowiantu, którego dotychczas nie zabrali Rosjanie. Polscy żołnierze mówią, że muszą zaopatrzyć w jedzenie siebie i przybywające polskie oddziały. Sami ponoć nie mają niczego.
Od dziś tamta strona miasta Görlitz już dla wschodniej części nie pracuje. Nie dochodzą stamtąd informacje, ludność nie dostaje stamtąd kartek żywnościowych, a powstająca polska administracja po wschodniej stronie nie zamierza przydzielać ich Niemcom. Wszyscy ci ludzie gromadzą się tu we wschodniej części Görlitz przed nowym polskim starostwem, 400 metrów za Nysą, w najbliższym sąsiedztwie mieszkania księdza Scholza (obecna ulica Czachowskiego).
We wschodniej części Görlitz rozpoczyna się tworzenie polskiego miasta Zgorzelec.
Kinga Hartmann-Wóycicka
Fundacja Pamięć Edukacja Kultura