Zdaniem Niemców utrudnienia w podróży związane z kontrolą graniczną nie trwają dłużej niż 30 minut (sic!) - taką odpowiedź przekazał Berlin na negatywną opinię Komisji Europejskiej o utrzymywanych kontrolach granicznych.
Do naszej redakcji bardzo ciekawe spostrzeżenie przesłał Jakub Wolinski - tak, ten od skargi na Niemcy - w sprawie działań KE względem kontroli granicznych i wyjaśnień złożonych przez Berlin.
2 czerwca br. Komisja Europejska wydała szereg opinii (Commission opinions on temporary internal border controls in Schengen Area - Migration and Home Affairs) na temat utrzymywania przez kilka państw, w tym Niemcy, kontroli granicznych na granicach wewnętrznych. Opinia jest negatywna, ale moją uwagę przykuło jedno stwierdzenie:
(71) "Die deutschen Behörden haben ein landesweites Monitoringsystem eingerichtet, um kurzfristige negative Auswirkungen auf den grenzüberschreitenden Verkehr zu ermitteln und zu beheben. Bislang wurden keine größeren oder dauerhaften Störungen beobachtet, und es gab keine Aufzeichnungen über Verspätungen von mehr als 30 Minuten durch Staus, die durch Kontrollen des grenzüberschreitenden Verkehrs bei der Einreise in das Land verursacht wurden."
(71) "Niemieckie władze ustanowiły ogólnokrajowy system monitorowania w celu wykrywania i przeciwdziałania krótkoterminowym negatywnym skutkom dla ruchu transgranicznego. Dotychczas nie odnotowano żadnych poważnych ani długotrwałych zakłóceń, a także nie zarejestrowano opóźnień przekraczających 30 minut, spowodowanych zatorami wynikającymi z kontroli ruchu transgranicznego osób i pojazdów wjeżdżających do kraju.”
W mojej ocenie takie sformułowanie jest kuriozalne!
Po pierwsze: czy Niemcy sprawdzają opóźnienia PO SWOJEJ stronie? Przecież za checkpointem nie ma sensu tego mierzyć, ponieważ auta przepuszczane są przez checkpointy powoli, a następnie przyspieszają, najczęściej po szerszej drodze (szczególnie dobrze to widać na autostradach). Korki tworzą się PRZED zwężeniami, a nie ZA nimi.
Po drugie: Jeśli Niemcy jednak monitorują również po stronie sąsiadów, to jest to zwyczajne kłamstwo, że nie ma opóźnień powyżej 30 minut. Na pewno macie Państwo choćby z terenu miasta mnóstwo dowodów na to, że zatory są znacznie dłuższe.
Po trzecie: Co innego zatory z punktu widzenia pojedynczych kierowców, a co innego z punktu widzenia mieszkańców obszarów przygranicznych. Miasto jest narażone na zatory nieprzerwanie przez długie godziny, a nie tylko przez okres, jaki potrzebuje pojedynczy pojazd na przekroczenie granicy w korku.
Po czwarte: korek trwający 30 minut to jest bardzo duży korek, charakterystyczny albo dla potężnie obciążonych tras typu autostrady, albo gęsto zaludnionych obszarów metropolitalnych. Korek, w którym pojedynczy kierowca stoi ponad 30 minut w Zgorzelcu, który jest miastem małym i da się go w 30 minut przejść na piechotę, jest nieproporcjonalnie bardziej uciążliwym zdarzeniem, niż w mniejszych miastach.
Myślę, że Miasto oraz Burmistrz powinno zwrócić uwagę na to bezsensowne i bezczelne stwierdzenie strony niemieckiej oraz wskazać przypadki, kiedy miasto musiało znosić znacznie dłuższe, niż 30 minut, korki.
Od redakcji: pamiętacie zbiórkę podpisów pod skargą do KE? Ta była jedną wielką porażką. Nie po raz pierwszy okazuje się, że narzekać przed klawiaturą potrafi każdy, ale żeby zrobić coś więcej, z tym już jest problem. Oczywiście zdarzają się wyjątki jak autor powyższego wpisu. W każdym razie, jak wynika z naszych informacji, magistrat wciąż czeka na odpowiedź z Brukseli w sprawie swojej skargi, wydaje się nam jednak, że problem tkwi też, a może zwłaszcza, po stronie Warszawy.
To polski rząd, poza wprowadzonymi bardziej pod oczekiwania elektoratu "kontrolkami" – bo te nijak mają się w porównaniu do tych po stronie niemieckiej – nie robi nic, żeby rozwiązać tę sprawę na szczeblu międzynarodowym.
Premier Tusk ogranicza się wyłącznie do krytykowania kontroli, a MSZ w odpowiedzi na interpelację poselską przekazało, że stanowisko RP jest "regularnie komunikowane partnerom zagranicznym, zarówno bilateralnie, jak i w UE".
Co wciąż nic nie daje, a wezwania do zastąpienia kontroli mobilnymi patrolami i technologią Niemcy odrzucają, twierdząc, że kontrole przynoszą "pozytywny efekt". I tak to się wciąż toczy, chociaż lepiej byłoby napisać: stoi w korku. Przecież skoro udało się wygrać z Niemcami przed TSUE w sprawie odpadów, to może warto złożyć też skargę na ich kontrole graniczne? Jakby przyszło płacić Berlinowi, po dajmy na to, kilka milionów euro za każdy dzień kontroli na granicy, to kto wie, czy problem już dawno nie zostałby rozwiązany?
I jeszcze jedna konstatacja, taka trochę żartobliwa pod wpływem tego, co się właśnie dzieje na zjeździe na A4, bo to zdjęcie z teraz. Może tak warto napuścić na Berlin ekologów? Greenpeace i innych, przecież te wszystkie samochody ciężarowe stoją na uruchomionych silnikach i co? Tak bardzo czepia się Bruksela emisji CO2 przez krowy, a tutaj nic? Zero interwencji?