Największa Katastrofa Luftwaffe - Świętoszów, Żagańskie Wrzosowiska, 15 sierpnia 1939 r.

Tym razem mam przyjemność zaprosić Państwa na kolejną, mało znaną historię z dziejów Dolnego Śląska i Górnych Łużyc. Jest to bowiem opis największej katastrofy jednostki lotniczej niemieckiej Luftwaffe, która wydarzyła się 15 sierpnia 1939 roku, zaledwie 50 kilometrów od Zgorzelca, na Żagańskich Wrzosowiskach (Saganer Heide) w pobliżu zamku Kliczków – i co ciekawe, nie podczas działań wojennych toczonych w II wojnie światowej, a jeszcze w czasie pokoju.

Tym razem mam przyjemność zaprosić Państwa na kolejną, mało znaną historię z dziejów Dolnego Śląska i Górnych Łużyc. Jest to bowiem opis największej katastrofy jednostki lotniczej niemieckiej Luftwaffe, która wydarzyła się 15 sierpnia 1939 roku, zaledwie 50 kilometrów od Zgorzelca, na Żagańskich Wrzosowiskach (Saganer Heide) w pobliżu zamku Kliczków – i co ciekawe, nie podczas działań wojennych toczonych w II wojnie światowej, a jeszcze w czasie pokoju.

Miasto Świętoszów (Neuhammer, po polsku „Nowa Kuźnia") od czasów pruskich, czyli od ok. XIX wieku, było ważnym poligonem wojskowym na Dolnym Śląsku i Wschodnich Łużycach. Szkoliły się tu liczne oddziały niemieckiej piechoty, artylerii i kawalerii. W latach 30. XX wieku Świętoszów, pod rządami hitlerowskich Niemiec, przeżył prawdziwy renesans rozwoju. Powstały tu koszary dla jednostek pancernych Wehrmachtu, m.in. 8. Brygady Pancernej i 15. Pułku Czołgów, a także poligon doświadczalny dla jednostek Luftwaffe.

Ten poligon, położony na Żagańskich Wrzosowiskach, od 1937 roku upodobał sobie niemiecki 76 Pułk Lotniczybombowców nurkujących typu Junkers Ju 87 (Stuka) – nowego rodzaju niemieckiej broni, tzw. „Sturzkampfbomber" (bombowca nurkującego), przygotowanego z myślą o założeniach niemieckiego „Blitzkriegu" (wojny błyskawicznej). Szkolili się tu między innymi niemieccy piloci wysyłani później do Hiszpanii, do tzw. Legionu Condor, gdzie w warunkach bojowych testowali swoje nowe samoloty Ju-87 B na frontach tamtejszej wojny domowej.

Z nastaniem wiosny 1939 roku, w ramach przygotowań wojennych przeciw Polsce w myśl planu „Fall Weiss" (Wariant Biały), cały 76 Pułk Lotniczy przeniesiono z Austrii na Łużyce, na lotniska w rejonie Drezna i Cottbus (Chociebuża). Rozpoczęły się tam intensywne szkolenia niemieckich lotników w atakowaniu z lotu nurkowego stanowisk artylerii, piechoty i innych obiektów. Cały pułk przekazano pod bezpośrednie dowództwo gen. Wolframa von Richthofena, który natychmiast nakazał zbudowanie licznych makiet obiektów wojskowych i cywilnych jako celów ćwiczebnych dla swoich pilotów – właśnie na Żagańskich Wrzosowiskach.

Co najciekawsze, według zeznań złożonych po wojnie przez wziętych do niewoli niemieckich pilotów, jak i mieszkańców ówczesnego Świętoszowa, zbudowano wówczas na poligonie drewniane makiety w skali 1:1, przypominające „rynek małego miasta" lub, jak mówili inni, „wielki kościół z wieżą". Już wtedy cywilni robotnicy niemieccy zatrudnieni przy tych pracach twierdzili, że to może przynieść pecha i że takich rzeczy nie powinno się robić. Niestety, z powodu upływu czasu i braku większości dokumentów, nie sposób w pełni zweryfikować tych relacji.

Pewne jest natomiast, że od samego początku przygotowań do wojny z Polską Niemcy szukali najlepszego sposobu na złamanie morale polskiego żołnierza i całego narodu – o czym pisze w swoich wspomnieniach nawet sam gen. Erich von Manstein. Dlatego wpadli na pomysł powtórzenia scenariusza hiszpańskiego z miasta Guerniki. Było to o tyle uzasadnione, że niemieccy planiści wojenni przewidywali, iż to właśnie w polskich miastach napotkają największy opór. Zakładano więc znalezienie sposobu, który jak najszybciej „wykurzy" polskich obrońców z rejonów miejskich.

Do realizacji tego projektu wytypowano dwa polskie miasta, które miały zostać przykładowo zrównane z ziemią, by zasiać jak największą panikę zarówno w szeregach polskiego wojska, jak i wśród cywilów: Częstochowę i Wieluń. Pierwsza z nich, według niemieckiego wywiadu, miała być broniona przez polskich żołnierzy „do upadłego" (tzw. Reduta Kordeckiego), co miałoby tamować marsz niemieckich jednostek na Warszawę. Niemieccy planiści dość szybko zrezygnowali jednak z tego pomysłu ze względów kulturalno-religijnych – połowa Niemców była wyznania katolickiego, podobnie jak większa część Europy, a na tego typu atak na samym początku wojny hitlerowcy nie mogli sobie od razu pozwolić. Wybrano więc wariant drugi: Wieluń, leżący zaledwie 60 kilometrów od Częstochowy, w 80 procentach złożony z zabudowy drewnianej, z kamiennym rynkiem przypominającym otoczenie Katedry Częstochowskiej, a w dodatku zamieszkany przez liczną ludność żydowską. Dzięki temu niemieccy planiści nie musieli wiele zmieniać w swoim pierwotnym planie ataku.

Już w połowie maja 1939 roku Niemcy rozpoczęli intensywne przygotowania i szkolenia na poligonie Żagańskie Wrzosowiska. Od samego początku szły one jednak bardzo topornie – niemieckich pilotów prześladował pech. To psuły się samoloty, to precyzyjne celowanie ćwiczebnymi, betonowymi bombami dalekie było od normy. Dopiero z końcem lipca 1939 roku dowódca Grupy Bombowej (Dywizjonu) 29 Junkersów Ju-87, Hauptmann Walter Sigel, zameldował gotowość swojej jednostki do wykonania powierzonego zadania.

Naczelne dowództwo Luftwaffe zaplanowało więc wielki pokaz ćwiczebny grupy bombowców nurkujących Ju-87 z 76 Pułku na poligonie Świętoszów-Żagańskie Wrzosowiska w dniu 15 sierpnia 1939 roku – dla wysokich rangą generałów Luftwaffe i Wehrmachtu.

I tak, 15 sierpnia 1939 roku o godzinie 5:30, wystartowała z Cottbus niemiecka jednostka bombowców nurkujących Ju-87 Stuka z 1. Sturzkampfgeschwader 76, pod dowództwem Hauptmanna Waltera Sigla – w sumie 29 samolotów Ju-87. Ich celem były specjalne obiekty na poligonie Żagańskie Wrzosowiska w formie kilku budynków z wystającą wieżyczką, imitujących ratusz. Miały one zostać celnie trafione tzw. bombami cementowymi ze świecami dymnymi.

Dolot nad cel odbył się bez problemu – już po 15 minutach cała formacja 29 niemieckich samolotów znalazła się nad poligonem w Świętoszowie i z wysokości 4000 metrów rozpoczęła nurkowanie. Niemieccy synoptycy z Luftwaffe poinformowali wcześniej lotników, że na wysokości ok. 3000 metrów mogą pojawić się jedynie drobne chmury nad poligonem. Dlatego dowódca formacji, Hauptmann Sigel, nakazał rozpoczęcie bombardowania z lotu nurkowego już z wysokości 4000 metrów.

I wtedy wydarzyła się ta niesamowita katastrofa. Po przebyciu warstwy chmur nagle i niespodziewanie pojawiła się gęsta mgła, a urządzenia pokładowe niemieckich samolotów zaczęły szaleć – szczególnie wysokościomierze, których wskazówki kręciły się bez ustanku.

Prowadzący nalot Hauptmann Sigel, zaraz po wyjściu z mgły, zorientował się, że jego samolot znajduje się na wysokości zaledwie stu metrów nad ziemią. W ostatniej chwili poderwał swojego Ju-87 do góry i nakazał to samo pozostałym lotnikom. Niestety, zabrakło czasu – z 29 samolotów biorących udział w locie aż 13 Ju-87 wbiło się z pełnym rykiem silników w ziemię, grzebiąc 26 wyszkolonych lotników.

Jeszcze tego samego dnia w Świętoszowie powołano w trybie pilnym Wojskowy Sąd Wojenny, gdzie dowódcy 1. Sturzkampfgeschwader 76, Walterowi Siglowi, postawiono zarzuty spowodowania śmierci 26 pilotów i zniszczenia 13 samolotów typu Ju-87 B. Po przeanalizowaniu sprawy sąd go jednak uniewinnił, wskazując na nieprzewidziane okoliczności pogodowe i techniczne. Tak zakończyła się historia tej tragicznej w skutkach katastrofy lotniczej na Żagańskich Wrzosowiskach.

Nie byłaby to jednak pełna historia, gdybym nie opisał Państwu dalszego ciągu fatum, które zdawało się ciążyć nad 1. Dywizjonem bombowców nurkujących Ju-87 B z 76 Pułku Lotniczego. Zgodnie bowiem z planami użycia lotnictwa Luftwaffe w ataku na Polskę, w ramach założeń planu „Ostmarkflug" (Lot ku Marchii Wschodniej), niemieckie siły powietrzne miały wszelkimi sposobami – w tym terrorystycznym bombardowaniem miast – torować marsz jednostkom Wehrmachtu w głąb Polski.

Tak też się stało. Już 1 września 1939 roku, gdy niemieckie oddziały zaatakowały Państwo Polskie, o godzinie 4:40 niemieckie samoloty bombowe i myśliwskie z 4. Floty Powietrznej, w liczbie ponad 100 maszyn typu Ju-87, Do-17, w osłonie myśliwców Me-109, zaatakowały bezbronne miasto Wieluń. W ataku uczestniczył także znany nam już z historii Świętoszowa 1. Dywizjon bombowców nurkujących Ju-87 B z 76 Pułku Lotniczego Hauptmanna Waltera Sigla. Co najciekawsze, mimo niemal całkowitego zniszczenia bezbronnego Wielunia, pozbawionego jakiejkolwiek czynnej obrony przeciwlotniczej – w którym zginęło ponad 1200 niewinnych mieszkańców – sama Luftwaffe, panująca wówczas niepodzielnie nad niebem miasta, straciła tego dnia ok. 9-12 samolotów bombowych i myśliwskich. Rozbiły się one lub uległy poważnym uszkodzeniom, grzebiąc swoje załogi – jak chce ironia losu – wskutek wybuchów odłamków własnych zrzucanych bomb.

Dodatkowo sam dowódca 76 Pułku Lotniczego, gen. Wolfram von Richthofen, twórca jednostek bombowców nurkujących, który w południe 1 września 1939 roku poleciał swoim rozpoznawczym samolotem Fieseler Fi 156 „Storch" nad Wieluń, by zobaczyć dzieło zniszczenia dokonane przez załogi swoich Stukasów, sam został trafiony odłamkami wybuchających bomb zrzucanych przez niemieckie samoloty. W ostatniej chwili jego pilot posadził uszkodzoną maszynę na granicy polsko-niemieckiej, a tylko atakujące niemieckie czołgi uchroniły generała von Richthofena przed wzięciem do niewoli przez polskich żołnierzy z 28. Dywizji Piechoty.

I tu, moim zdaniem, Drodzy Państwo, kończy się cała historia owego „pecha świętoszowskiego", którym naznaczony był niemiecki 76 Pułk Lotniczy, a którego początek sięga 15 sierpnia 1939 roku. Choć inni powiedzą, że trwał on przez całą wojnę – i też będą mieli rację.

Na tym, Szanowni Państwo, kończę mój dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że się Państwu spodobał, i zachęcam serdecznie do lektury kolejnych, które niebawem zamieszczę. Zapewniam, że warto.

Z wyrazami szacunku,
Piotr Ziemblicki


Bibliografia

  1. Marek J. Murawski, Luftwaffe – działania bojowe, wyd. Warszawa 1998.
  2. Erich von Manstein, Stracone zwycięstwo, wyd. Warszawa 2001.
  3. Tadeusz Olejnik, Wieluńska hekatomba, wyd. Wieluń 2014.
  4. Wiesław Bączkowski, Samolot bombowy nurkujący Junkers Ju-87 Stuka, wyd. Warszawa 1990.
  5. Ulrich Elfrath, Junkers Ju-87, wyd. Friedberg 1976.
  6. Zbigniew Jurkiewicz, Powstanie i upadek Luftwaffe, wyd. Poznań 1972.
  7. Richard Hargreaves, Blitzkrieg w Polsce. Wrzesień 1939, wyd. Warszawa 2009.
  8. Rafał Marek Szymczak, Lotnicze opowieści z pogranicza śląsko-łużyckiego, wyd. Kraków 2024.
  9. Philipp Prinzing, Katastrofa Neuhammera Stuka, wyd. Norderstedt 2009.
  10. Zdjęcia z zbiorów Pana F. Parusela.