Dolny Śląsk, początek lat pięćdziesiątych. Wojna skończyła się kilka lat wcześniej, ale dla wielu Polaków nie nadeszła wolność. W cieniu fabryki tektury w Pieńsku grupa młodych ludzi postanowiła, że nie będzie udawać, że wszystko jest w porządku.
O tej historii nie przeczytamy w podręcznikach, a mało kto wie o niej nawet w samym Pieńsku. Warto ją poznać.
Organizacja, która miała 34 w nazwie
Pieńsk leży niedaleko Zgorzelca. Tuż po wojnie osiedlali się tu ludzie z całej Polski, w tym z Kresów. To właśnie tam, według autora bloga prawdopodobnie z inspiracji osobą gen. Władysława Filipkowskiego, zmarłego w Pieńsku w kwietniu 1950 roku komendanta Obszaru Lwów AK, kilkoro młodych mieszkańców podjęło próbę kontynuowania niepodległościowej konspiracji. Tak powstała kobieca organizacja „Jest nas 34”.
Nie byli to doświadczeni żołnierze podziemia. Byli to uczniowie szkoły zawodowej, w większości urodzeni w 1933 roku. Ich bronią były ulotki: antysowieckie i antykomunistyczne, rozwieszane w Pieńsku i Zgorzelcu już od września 1950 roku.
Urząd Bezpieczeństwa wchodzi do gry
Taka działalność nie mogła ujść uwadze władz. Zgorzelecki UB prowadził przeciwko grupie rozpracowanie pod kryptonimem „Urwis”, korzystając z informatorów o pseudonimach Tygrys i Zosia oraz kontaktu operacyjnego „Spokojny”. Pierwsze aresztowania nastąpiły w październiku 1950 roku. W grudniu na ulicy Kościuszki w Zgorzelcu zatrzymano Helenę M.
Początek tej historii zapisał się tragicznie: jedna z członkiń organizacji, Julia W., zmarła w szpitalu 5 września 1950 roku.
Wyroki za ulotki
14 sierpnia 1951 roku Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał członków organizacji. Kary wahały się od dziewięciu miesięcy w zawieszeniu po trzy lata więzienia. Wyroki zapadły w sprawie o sygnaturze Sr. 381/51. Wpis podaje nazwiska sędziów, funkcjonariuszy i prokuratorów, a to w historii zbrodni komunistycznych rzadkość i duża wartość.
Jedna z historii szczególnie zapada w pamięć. Aleksandra W., skazana na rok więzienia w zawieszeniu, po kilku miesiącach zobaczyła, jak zawieszenie zostaje uchylone. Według ustaleń prokuratorów IPN w październiku 1951 roku trafiła do aresztu zgorzeleckiego UB, gdzie miała być fizycznie i psychicznie dręczona przez funkcjonariusza. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu we Wrocławiu.
Dlaczego warto przeczytać ten wpis?
Bo to historia lokalna, która pokazuje skalę zjawiska. Zwykle myślimy o „żołnierzach wyklętych” jako o partyzantach w lasach. Ten wpis przypomina, że opór przybierał też postać drobnych, ale ryzykownych gestów: ulotki, szeptane słowa, wspólna tajemnica kilkorga przyjaciół.
Bo mówi o ludziach, nie tylko o datach. Autor bloga nie ogranicza się do ogólników. Podaje miejsca urodzenia skazanych, daty wyroków i sygnatury akt. To materiał, który można sprawdzić i od którego można zacząć własne poszukiwania.
Bo dotyczy nas wszystkich, którzy żyjemy na Ziemiach Zachodnich. To historia miejsca, w którym mieszkamy, o którym często wiemy zadziwiająco mało.
Bo to opowieść o młodości. Bohaterowie wpisu mieli po kilkanaście lat. W tym wieku większość z nas myśli o szkole i przyjaźniach. Oni zapłacili więzieniem za to, że chcieli powiedzieć głośno, co myślą.
Zajrzyj do wpisu "Piotra Historyka"
Wpis jest krótki, a mimo to zaskakująco gęsty od faktów. Znajdziesz w nim także odnośniki do powiązanych tekstów, między innymi o śmierci gen. Filipkowskiego w Pieńsku oraz o polskich jeńcach z września 1939 roku, a na końcu źródła, od których można ruszyć dalej.
Pieńska organizacja niepodległościowa – Jest nas 34, blog „Armia Krajowa Zgorzelec – Wirtualne Muzeum Historii Wy(za)klętej”
Pamięć o tych, których chciano wymazać z historii, zaczyna się od przeczytania ich nazwisk.