Kiedy mijamy w Bogatyni czy okolicznych wsiach starszych mieszkańców, rzadko myślimy o tym, jak dalekie i dramatyczne bywały ich drogi. Jedną z nich opisał nasz czytelnik, badacz lokalnej historii - "Piotr Historyk", w tekście o żołnierzu Armii Krajowej z Nowogródczyzny, znanym pod pseudonimem „Mały”.
Wszystko zaczyna się w okolicach Radunia, jakieś trzydzieści kilometrów od Lidy, na dawnych Kresach II Rzeczypospolitej. W marcu 1944 roku szesnastoletni chłopak składa przysięgę w batalionie por. Jana Borysewicza „Krysi”, w którym walczył także Wilno-nowogródzki świat pamiętany dziś z innego powodu: Borysewicz był wujkiem Czesława Niemena. Mały bierze udział w rozbrajaniu niemieckich posterunków i w atakach na Raduń. Potem przychodzi druga okupacja sowiecka, a razem z nią walka, która dla wielu żołnierzy podziemia nie skończyła się w 1945 roku.
Autor wpisu nie ogranicza się do jednej biografii. Prowadzi czytelnika przez losy kolejnych dowódców kresowego podziemia: Krysi, a po jego śmierci ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, ostatniego komendanta polskiej konspiracji na Nowogródczyźnie. Ich oddziały broniły ludności przed terrorem NKWD, a dla wielu okolicznych wsi były jedyną realną ochroną. Tło jest tu równie ważne jak bohater, bo dzięki niemu rozumiemy, w jakim świecie przyszło żyć Małemu.
Sam finał jest wstrząsający. W listopadzie 1948 roku żołnierz zostaje aresztowany. Przez pół roku jest torturowany w grodzieńskim więzieniu, grożono mu wyrokiem sięgającym 125 lat. Według relacji nie przyznał się do niczego i nikogo nie wydał, co mogło uratować życie jego towarzyszom. Skazano go na piętnaście lat łagrów. Trafił za koło podbiegunowe, do Turuchańska, gdzie budował owianą ponurą sławą „Martwą Drogę” nr 503. Do Polski wrócił po dziewięciu latach, w 1957 roku, a swoją Ojczyznę odnalazł dopiero na Dolnym Śląsku, w pobliżu Bogatyni.
To tekst o tym, że historia „wyklętych” nie toczy się tylko w odległych miastach i na kartach podręczników. Jej bohaterowie żyli, pracowali i zostali pochowani wśród nas, na ziemi zgorzeleckiej. Wpis jest gęsty od nazwisk, dat i miejsc, ale właśnie dzięki temu pokazuje, jak wiele jeszcze można odkryć, jeśli ktoś ma cierpliwość, by zbierać okruchy lokalnej pamięci.
Zachęcamy do lektury całości na blogu „Armia Krajowa Zgorzelec – Wirtualne Muzeum Historii Wy(za)klętej”: