We wtorek po południu, w sklepie przy Hospitalstraße, 66-letni Polak postanowił najwidoczniej, że dość już tego udawania. Że ubranie to konwenans. Że czas wrócić do natury. Natura, jak się okazało, miała jednak inne plany.
Świt nowej ery trwał kwadrans
Przed 17:00 kiedy przeciętny człowiek myśli, czy odhaczył wszystkie pozycje na liście zakupów, nasz „bohater” zrobił to, co dla większości pozostaje fantazją z pogranicza koszmaru i dobrego snu. Rozebrał się w sklepie do naga.
Przechodnie, jak informuje policja, „poczuli się niepokojeni“, żeby nie napisać „nękani” i zawiadomili policję. Wezwani funkcjonariusze nie bawili się w filozofię. Nie było debaty o naturyzmie jako stylu życia, o tradycjach FKK, tak mile widzianych po drugiej stronie Nysy, ani o tym, że w sauną tutaj każdy chodzi bez niczego. Padło jedno zdanie, w wolnym tłumaczeniu: „Panie, ubieramy się“.
Komunikat saksońskich stróżów prawa jest lapidarny, ale wszystko wskazuje na to, że mężczyzna się ubrał. Spokojnie. Bez oporu. Być może z lekkim westchnieniem człowieka, który wie, że był o krok od wielkiej rewolucji, ale społeczeństwo jeszcze nie dojrzało.
Na tym nie koniec. Jest jeszcze rachunek za wolność
Za swój „manifest” Polak dostał zawiadomienie o wykroczeniu: zakłócanie porządku publicznego (niem. Belästigung der Allgemeinheit). Czyli niemiecka wersja mandatu za to, że ktoś zbyt wcześnie wyprzedził epokę.
Morał historii
Naturysta niespełniony? Raczej naturysta niezrozumiany. A my, cóż, życzymy mu, by następnym razem znalazł plażę, na której nikt nie będzie pytał o paragon.