Strażacy też potrzebują pomocy

Ochotnicze Straże Pożarne coraz częściej mierzą się ze śmiercią i cudzym cierpieniem. Czy w takim razie samorządy, które przecież szczycą się posiadaniem prężnych jednostek OSP, nie powinny też zadbać o psychikę druhn i druhów?

Ochotnicze Straże Pożarne coraz częściej mierzą się ze śmiercią i cudzym cierpieniem. Czy w takim razie samorządy, które przecież szczycą się posiadaniem prężnych jednostek OSP, nie powinny też zadbać o psychikę druhn i druhów?

Zmieniająca się rola OSP
Jeszcze kilka lat temu obraz OSP był dość jednoznaczny: gaszenie pożarów, usuwanie skutków wichur, wypompowywanie wody z zalanych piwnic, czy gaszenie nieużytków. Dziś ten obraz się zmienił, stał się o wiele szerszy. Coraz większą część wyjazdów stanowią zdarzenia, w których chodzi o ludzkie zdrowie i życie: wypadki drogowe, nagłe zasłabnięcia, pomoc przy wynoszeniu chorych, wsparcie dla zespołów ratownictwa medycznego, a czasem po prostu bycie na miejscu, zanim dotrze karetka.

W małych miejscowościach, gdzie do najbliższego szpitala jest daleko, to właśnie strażacy ochotnicy często pojawiają się pierwsi. Są blisko, znają teren i znają ludzi. Właśnie dlatego ich rola w systemie bezpieczeństwa rośnie – i właśnie dlatego rośnie ciężar, jaki noszą.

Gdy pomoc przychodzi za późno
Jednak nie każda akcja kończy się happy endem. Zdarza się, że mimo szybkiego dojazdu, mimo reanimacji i podjętych starań, człowieka nie udaje się uratować. Strażacy bywają wtedy bezradni, a ich rola sprowadza się do bycia świadkami czyjejś śmierci. Bywa, że to ktoś z sąsiedztwa, znajomy, a czasem ktoś, kogo znali od lat…

Dla zawodowych służb takie sytuacje, choć nadal trudne, są częścią zawodu: przechodzi się szkolenia, funkcjonują procedury, a w wielu jednostkach dostępne jest wsparcie psychologiczne.

Ochotnik jest w innej sytuacji. Nie jest funkcjonariuszem państwowej służby. Jest człowiekiem, który po pracy, nauce i bardzo często w środku nocy wsiada do wozu bojowego, bo czuje, że tak trzeba. Często jest bardzo młody, czasem niewiele po osiemnastce, a bywa, że w szeregach młodzieżowych drużyn pożarniczych jeszcze młodszy.

„Coś” zostaje
Ludzie różnie reagują na kontakt ze śmiercią. Jedni potrafią zachować dystans i szybko wrócić do równowagi, inni przeżywają to długo i głęboko. Żadna z tych reakcji nie jest lepsza ani gorsza; to kwestia indywidualnej wrażliwości, doświadczeń i tego, jak wygląda zaplecze emocjonalne danej osoby.

Problem w tym, że takich zdarzeń jest coraz więcej. Jeśli ktoś raz w życiu zetknie się z tragedią, zwykle sobie z nią poradzi, z pomocą rodziny i czasu. Gdy jednak podobne sytuacje powtarzają się, obciążenie narasta.

Specjaliści od psychologii kryzysowej od lat opisują, że powtarzająca się ekspozycja na traumatyczne zdarzenia może prowadzić do zaburzeń snu, drażliwości, wycofania, a w skrajnych przypadkach do stresu pourazowego. U młodych ludzi, którzy dopiero kształtują swoje mechanizmy radzenia sobie z trudnymi emocjami, ryzyko to jest szczególnie istotne!

Często bywa też tak, że strażak po akcji wraca do domu, a nikt go o nic nie pyta. W remizie rozmowa schodzi na sprzęt i formalności, a o emocjach się nie mówi, bo „tak to już jest” i „trzeba być twardym”. Tymczasem właśnie to milczenie bywa najbardziej obciążające.

Co mogą zrobić samorządy
Ochotnicze straże pożarne działają w ścisłym związku z gminami. To gmina odpowiada za ich utrzymanie, wyposażenie i bezpieczeństwo. Dba się o remizy, sprzęt, ubrania ochronne, badania lekarskie, szkolenia z zakresu ratownictwa. Wydaje się naturalne, by w tej trosce uwzględnić również zdrowie psychiczne.

Nie musi to oznaczać skomplikowanych i kosztownych programów. Można zacząć od prostych rozwiązań:

  • zapewnienia strażakom dostępu do konsultacji z psychologiem, w tym możliwości skorzystania z pomocy anonimowo i bez kosztów po szczególnie trudnych akcjach,
  • organizowania rozmów wspierających (tzw. debriefingu) po zdarzeniach o dużym ładunku emocjonalnym,
  • szkoleń dla druhów i naczelników z rozpoznawania objawów przeciążenia psychicznego oraz z tego, jak rozmawiać z kolegami po trudnej interwencji,
  • nawiązania współpracy z lokalnymi poradniami, ośrodkami interwencji kryzysowej lub organizacjami, które mają doświadczenie w pracy ze służbami ratunkowymi,
  • uwzględnienia takiego wsparcia w gminnych budżetach, tak jak uwzględnia się zakup sprzętu czy ubezpieczenia.

To stosunkowo niewielki wydatek wobec tego, co strażacy ofiarowują lokalnej społeczności: swój czas, zdrowie, a czasem własny spokój.

Troska, która się opłaca
Wsparcie psychologiczne to nie oznaka słabości jednostki, lecz dowód dojrzałości całej organizacji. Strażak, który wie, że może z kimś porozmawiać, łatwiej zachowa równowagę, a dzięki temu dłużej pozostanie w szeregach i będzie lepiej wykonywał swoje zadania. Dla młodych ludzi to także sygnał, że ich zaangażowanie jest cenione, a oni sami nie zostają ze swoimi emocjami sami.

Strażacy ochotnicy nie czekają na podziękowania. Jadą, bo ktoś potrzebuje pomocy. Teraz to oni mogą liczyć na to, że ktoś zapyta, jak się mają. Warto, by w naszym regionie władze samorządowe – wójtowie, burmistrzowie i radni – podjęły ten temat i rozpoczęły rozmowę z jednostkami OSP o tym, jakiej pomocy faktycznie potrzebują. Bo ci, którzy ratują innych, zasługują na to, by ktoś zadbał także o nich.